O autorze
Doktor nauk społecznych w dyscyplinie: nauki o bezpieczeństwie w specjalności bezpieczeństwo narodowe. Od 2015 r. wykładowca w Społecznej Akademii Nauk w Warszawie. Twórca projektu Modny Tata.

modnytata.pl
Instagram

Obedrzyj się z prywatności. Ile zrobisz by o Tobie mówili?

Funkcjonowanie w Social Media to coś o czym marzy wielu. Popularność, szybka kasa, podziw, fani, followersi na Instagramie, lajki na Facebooku. To wszystko powoduje, że ludzie są w stanie poświęcić wiele, by być rozpoznawanym i stawać na ściankach obok innych „sław”. No właśnie, kim są polscy celebryci? Czy osoby, które obserwujemy w na portalach, czy w kolorowych magazynach w Polsce można nazwać celebrytami?

Przeglądając, ba, śledząc ostatnimi czasy portale dotyczące „celebrytów” ciągle oglądamy te same twarze i te same problemy, zmiana koloru włosów, nagie zdjęcia, czy zmiana partnera to informacje, które pozwalają im istnieć w showbiznesie. Większość z nich funkcjonuje w mediach w niewiadomym celu, a właściwie cel jest jeden - pieniądze. Za nie wielu obdarłoby się z prywatności, co zresztą niejeden z celebrytów czyni każdego dnia.



Pytanie, które się nasuwa brzmi, czy tak powinien wyglądać showbiznes? Co oprócz markowych ciuchów dają nam te osoby? Skąd się wzięli na okładkach i co sobą reprezentują? Otóż, czemu nie można zaprzeczyć, część z nich kiedyś coś znaczyła, bo mamy i byłych artystów, po których twórczości zostało tylko wspomnienie, mamy aktorów jednego serialu i mamy ludzi, którzy istnieją dzięki kontrowersjom, które wzbudzają. Takich mamy celebrytów.

W kraju, gdzie ogromną część stanowią ludzie wykształceni, podziwia się puste oczy i niezbyt mądre wypowiedzi. Najbardziej przykre jest to, że my sami sobie te gwiazdki wybieramy, bo przecież gdyby nie nasz podziw i codzienne śledzenie ich ściankowych uśmiechów nie byliby tu, gdzie są.

Nie jest moim celem wytykanie niedoskonałości, czy szydzenie, a pokazanie, że większość z tych ludzi zatraciła to coś, co można by nazwać karierą. Teraz można grać nazwiskiem i pojawiać się na salonach. Nie chcemy więcej, więc mamy nic.

Idea jest oczywista: byle by mówili, ale jakim kosztem? Pokazywanie na okładach swoich rodzin, mówienie o chorobach swoich bliskich, śmierci, o swoim życiu seksualnym (naprawdę kogoś interesuje ich pierwszy raz, z kim i gdzie?), dzieleniu się informacjami jak to uciekło się przed śmiercią a tego samego dnia pozowanie „na ściankach”, daje nam sprzeczny obraz osoby, która dosłownie 2 godziny wcześniej dzieliła się na portalach swoimi przemyśleniami odnośnie śmierci. Mówienie w każdym wywiadzie o problemach z alkoholem (jak ktoś ma problem, to zapraszam do AA), innymi używkami czy też mówieniu o próbach samobójczych (ponoć wołanie o pomoc, bardziej chyba pokazaniu siebie na wizji), ale od tego są chyba specjaliści a nie redaktorzy gazet, lub dziennikarze. To wszystko daje przykry obraz osób, które są dla wielu młodych ludzi idolami, wzorami do naśladowania, a w rzeczywistości borykają się z problemami natury psychicznej. Żeby była jasność, nie krytykuję osób, które z takimi problemami się borykają, jestem za ich leczeniem i niewykluczaniem, bo to po prostu ludzkie, ale czy muszę być świadkiem ich depresji pokazywanej w mediach? Gazety, portale, wywiady to medium, które powinno nieść ze sobą jakąś wartość, jakiś bodziec do działania, przesłanie. Tonąc w morzu przeróżnych artykułów można natrafić w większości z nich na osoby, których parcie na szkło wzięło górę nad zdrowym i racjonalnym myśleniem.

Ostatnim ulubionym zajęciem „gwiazd” jest udzielanie wypowiedzi na tematy, o których nie mają bladego pojęcia. Aktualnie mamy specjalistów od mniejszości narodowych, potem może udzielą nam morałów na temat polityki międzynarodowej czy kryzysu ekonomicznego. I tu następuje popis „radosnej twórczości” ludzi, których jedynym źródłem informacji jest własny Instagram i tablica na FB. Czy parcie na szkło aż tak zaburza racjonalne myślenie tych osób? Kiedy to się skończy? Kiedy ktoś powie : „dość”?

W Polsce znamy mnóstwo przykładów osób, które reprezentując daną dziedzinę sztuki usuwa się w cień po premierach filmu, płyt muzycznych, książek itp.itd. Takie osoby można, a nawet należy cenić i podziwiać. Szkoda jednak czasem, że marginalizują swój udział w mediach, bo to od nich moglibyśmy usłyszeć wartościowy przekaz.

Co najgorsze w tym wszystkim, ludzie chcą to czytać, chcą to oglądać. Naprawdę nie ma nic bardziej konstruktywnego?

W czasach, które powoli zatracają w ludziach potrzebę kształtowania osobowości, charakteru, poszerzania wiedzy warto byłoby zwrócić uwagę na przekazywane treści mając zwłaszcza na uwadze młodych ludzi. To oni są głównymi adresatami treści przekazywanych przez media, z nich czerpią swoją wiedzę, często jest to jedynie jej źródło. Taki świat, takie czasy. Dajmy im szansę na odrobinę normalności.

Może czas zastanowić się nad jakością i formą przekazu?
Trwa ładowanie komentarzy...